Nigdy nie widział większej różnicy między butami swoimi, a tymi należącymi do kolegów. Sprawowały się tak samo dobrze. Były może tylko trochę mniej zniszczone.
Ciągnał się za grupa, udając, że wcale nie widzi nic idiotycznego w wyprawie w sam środek wielkiego rynku w godzinach szczytowej aktywności, nie mając żadnego sprecyzowanego celu. Tłok był niemal nie do wytrzymania, a do tego ten zaduch...
Omal nie dostał rybą w twarz, potknął się o czyjś kosz i prawie wpadł twarzą w kapustę.
Najgorsze jednak było dopiero przed nim. Poczuł, jak coś ześlizguje mu się ze stopy i , ogarnięty złymi przeczuciami spojrzał na swoje stopy. Zaklął szpetnie, widząc pękniętą jedwabną tasiemkę, którą zawiązane były jego sandały zamiast zwykłym rzemieniem. Próbował zawiązać supeł i jakoś wrócić do Zamku Magów, by wymienić sznurówkę, ale jedwab wyślizgiwał mu się z palców. Zaklął po raz kolejny, po czym, biorąc w dłoń sandał z rozerwaną tasiemką, ruszył podskokami za swoimi kolegami.
- Cholerne jedwabne sznurówki, wiedziałem, że coś musi być w tych rzemieniach...














Comments
cos o uczciwosci i losie
Uczciwość? Gdzie? XDD
--
--
Previous Page123Next Page